Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Ada i Ewelina z ZOU ZOU. interior designer mówią wprost: moda mija, a wnętrze zostaje

Czy warto urządzać mieszkanie według tego, co aktualnie widzimy na Instagramie i Pintereście? Trendy kuszą. Są estetyczne, spójne i… bardzo powtarzalne. O tym, co dziś naprawdę króluje we wnętrzach i gdzie kończy się inspiracja, a zaczyna problem, rozmawiam z Adą i Eweliną z ZOU ZOU. interior designer z Elbląga.
Ada i Ewelina z ZOU ZOU. interior designer mówią wprost: moda mija, a wnętrze zostaje

Na początek pytam wprost: jakie trendy dziś dominują?

— Jest ich mnóstwo, ale u naszych klientów nadal królują beże. Dalej pojawia się styl japandi, chociaż często nie ma on wiele wspólnego z prawdziwym japandi — mówią.

Rzeczywiście, trudno dziś wejść do nowego mieszkania i nie zobaczyć jasnych kolorów, miękkich tkanin i minimalistycznych form. To estetyka, która dobrze wygląda na zdjęciach. I właśnie tutaj zaczyna się problem.

— Ludzie są bardzo przebodźcowani tym, co widzą w internecie. Wydaje im się, że coś jest ich gustem, a tak naprawdę to efekt marketingu — zauważają architektki wnętrz z Elbląga.

Dopytuję, czy to oznacza, że klienci przychodzą z gotową wizją.

— Zazwyczaj tak. Mają zapisane inspiracje, zdjęcia, pomysły. Tylko często to jest zbiór rzeczy, które do siebie nie pasują — słyszę.

I tu pojawia się jedna z najważniejszych ról projektanta. Nie chodzi o to, żeby powielać trendy, ale żeby z nich wybrać to, co ma sens w konkretnej przestrzeni.

— Najczęstszy błąd? Chęć zastosowania wszystkiego naraz. A nie da się wszystkiego połączyć w jednym wnętrzu — podkreślają Ada i Ewelina z ZOU ZOU. interior designer.

To widać szczególnie w mieszkaniach o standardowej wysokości i metrażu. Inspiracje z kamienic, wysokich loftów czy dużych domów są przenoszone do zupełnie innych warunków.

— Mamy inspirację z kamienicy, a potem próbujemy ją przenieść do mieszkania o wysokości 2,5 metra i małego pokoju. To po prostu nie działa — tłumaczą.

Kolejnym trendem, który wyraźnie widać w Polsce, jest potrzeba maksymalnego wykorzystania przestrzeni. Każdy centymetr ma być zabudowany.

— To jest bardzo charakterystyczne. Pełne zabudowy, od podłogi do sufitu. Schować wszystko, „wyczyścić” wnętrze — mówią.

Z jednej strony to praktyczne. Z drugiej — wnętrza zaczynają wyglądać podobnie.

— Często tracą charakter. Wchodzimy do mieszkania i nie wiemy, kto w nim mieszka — dodają.

Zwracam uwagę, że w zagranicznych realizacjach widać więcej luzu. Więcej mebli wolnostojących, mniej perfekcji. I właśnie tej swobody, ich zdaniem, często brakuje w polskich wnętrzach.

— Jest za dużo jednolitości. Za mało miejsca na życie. A wnętrze powinno wyglądać dobrze nie tylko na zdjęciu, ale też wtedy, kiedy stoi kubek po kawie czy leży książka — mówią.

Pytam więc czy warto iść za trendami?

— Nie warto iść ślepo — odpowiadają bez wahania.

To nie znaczy, że trendy są złe. Problem zaczyna się wtedy, gdy stają się jedynym wyznacznikiem decyzji. Jak to zrobić w praktyce?

— Jeśli modne są jakieś tkaniny czy kolory, można je wprowadzić w dodatkach. Fotel, poduszki, dekoracje. Tam, gdzie łatwo coś zmienić — wyjaśniają.

Zdecydowanie odradzają natomiast stosowanie trendów we wszystkich przestrzeniach.

— Unikamy mocnych trendów w okładzinach, zabudowach czy kuchni. Bo tego nie wymienimy za dwa lata — podkreślają.

Historia pokazuje, jak szybko zmieniają się gusta. Jeszcze niedawno dominowały szarości. Dziś ich miejsce zajęły beże. Teraz pojawiają się mocniejsze akcenty – bordo, indygo.

— Widać, że ludzie zaczynają się nudzić tym minimalizmem i neutralnością — zauważają.

Czy są więc trendy, które warto śledzić?

— Tak. Naturalne materiały, podejście ekologiczne, eklektyzm. To są kierunki, które się nie starzeją — mówią.

Eklektyzm szczególnie dobrze sprawdza się w praktyce, bo daje większą swobodę i wybacza błędy. Pozwala też budować wnętrze stopniowo, a nie od razu zamykać je w jednej, sztywnej koncepcji.

W rozmowie pojawia się też pojęcie, które coraz częściej wraca w branży: neuroarchitektura.

— To wszystko, co wpływa na nasz układ nerwowy. Światło, dźwięk, proporcje, materiały. My tego uczyłyśmy się na studiach, tylko nie nazywało się to w ten sposób — tłumaczą dziewczyny z ZOU ZOU. interior designer.

To podejście pokazuje, że projektowanie to coś więcej niż estetyka. To realny wpływ na samopoczucie i codzienne funkcjonowanie.

Na koniec wracamy do pytania, które zadaje sobie wiele osób: jak stworzyć wnętrze, które nie zestarzeje się po roku?

— Nie robić wszystkiego od razu — odpowiadają.

Zostawić przestrzeń na zmiany. Na dodatki. Na życie.

— Wnętrze powinno się tworzyć się w czasie. Dodawać elementy, które są naprawdę nasze. Zdjęcia, książki, pamiątki. To daje charakter — mówią.

I to chyba najważniejsza myśl z tej rozmowy. Moda się zmienia. Trendy przychodzą i odchodzą. A dobrze zaprojektowane wnętrze zostaje.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama