Wchodzisz przez bramę i nagle wszystko zwalnia. Najpierw zauważasz konie. Potem ludzi. A dopiero później rozumiesz, że to miejsce działa trochę inaczej niż reszta świata. Tu nikt się nie spieszy. Tu się jest.
„Czasem wita, czasem sprawdza co w kieszeniach, a czasem po prostu jest” – mówi Ewa Obrycka-Błaut, prezes fundacji, wskazując na Lady, najstarszego kucyka w stadzie. Lady nie pracuje już pod siodłem. Spaceruje wolno, podchodzi do ludzi, pozwala się głaskać. Jest symbolem tego miejsca – spokojna, obecna, prawdziwa.
Rozmawiam z Ewą Obrycką-Błaut o miejscu, które tworzy dziś, ale które zaczęło się na długo przed nią.
Bo ta historia nie zaczyna się od fundacji. Zaczyna się od ułana.
„To mój dziadek zaszczepił w naszej rodzinie pasję do koni, fantazję i odpowiedzialność społeczną” – opowiada. Potem był jej ojciec, Zygmunt Obrycki, który tę pasję przekuł w działanie i przez lata prowadził fundację. Dziś to ona kontynuuje tę drogę.

„Sześć lat temu rozpoczęłam proces odnowy Końskiego Zdrowia”.
I choć brzmi to jak jedno zdanie, stoi za nim codzienna praca, decyzje i walka o to, żeby to miejsce przetrwało. Bo Końskie Zdrowie to nie jest gotowy produkt. To żywy organizm.
„To wszystko jednocześnie” – mówi prezes. Terapia. odpoczynek. spotkania. relacje. „Tworzymy końską rodzinę”. I trudno się z tym nie zgodzić. Są tu dzieci, które stawiają pierwsze kroki w siodle. Są dorośli, którzy wracają po latach. Są seniorzy. Są też konie, które – jak się okazuje – potrafią więcej niż niejeden człowiek.
Tu każdy przychodzi po coś innego. I każdy zostaje na dłużej, niż planował. „Najważniejsze jest to, że każdy może tu znaleźć coś, czego w danym momencie najbardziej potrzebuje”.
Pasja jest tu wspólnym mianownikiem. „PASJA ŁĄCZY” – to nie hasło marketingowe. To coś, co dzieje się między ludźmi. W rozmowach. W pracy przy koniach. W zwykłym zamiataniu stajni. W godzinach, które mijają niepostrzeżenie. W świecie, który coraz częściej przytłacza tempem i nadmiarem bodźców, to miejsce daje coś zupełnie odwrotnego.
Prostotę. Bliskość. Obecność.
„Ludzie przyjeżdżają z marzeniem o jeździe konnej… ale bardzo często przyjeżdżają też ze stresem, przemęczeniem, napięciem”. I choć nie zawsze potrafią to nazwać, szybko czują różnicę.
Koń nie ocenia. Nie pyta. Jest. „Każdego cieszy bliskość koni, możliwość ich pogłaskania czy obserwowania”. I nagle okazuje się, że to wystarcza.

Przez ponad trzy dekady przez to miejsce przewinęły się tysiące osób. Jedni byli tu raz. Inni zostali na lata. Wielu wraca. Z dziećmi. Z wnukami. „To piękne koło historii, które się nieustannie toczy”.
To właśnie ono jest największą siłą tego miejsca.
Ale za tą historią stoi też codzienność. Trudna. Wymagająca. „Największym wyzwaniem jest brak stabilnych środków i krótkoterminowe umowy dzierżawy”. To realne problemy, które decydują o przyszłości.
A ta przyszłość jest już narysowana w głowie.
„Widzę tu nowoczesne centrum jeździeckie. Stajnię, halę, przestrzeń dla wszystkich – także osób z niepełnosprawnościami”. W tej wizji jest rozwój, ale bez utraty tego, co najważniejsze.
Bo Końskie Zdrowie nie chce być kolejnym miejscem. Chce pozostać sobą.
Na koniec pytam, co powiedziałaby komuś, kto jeszcze tu nie był.

Ewa Obrycka-Błaut uśmiecha się i odpowiada bez wahania: „Uczymy kochać konie… a przy okazji wypij kawę”. I trudno o lepsze zaproszenie. Bo są miejsca, które się odwiedza. I są takie, do których się wraca.






![Kierowca zginął na miejscu [ZDJĘCIA] Kierowca zginął na miejscu [ZDJĘCIA]](https://static2.expresselblag.pl/data/articles/sm-4x3-kierowca-zginal-na-miejscu-zdjecia-1774798700.jpg)


![Zderzenie na Grunwaldzkiej. Zobacz, jak do niego doszło [FILM] Zderzenie na Grunwaldzkiej. Zobacz, jak do niego doszło [FILM]](https://static2.expresselblag.pl/data/articles/sm-4x3-zderzenie-na-grunwaldzkiej-zobacz-jak-do-niego-doszlo-film-1773989771.jpg)


Napisz komentarz
Komentarze