Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Lisy grasują w Elblągu. Ostatnio pojawiły się wśród dzieci [WIDEO]

Od kilku miesięcy krążą informacje, że w mieście grasują lisy. Pojedyncze egzemplarze widziane są, jak spacerują po osiedlach. Ostatnio jeden z nich pojawił się w Parku Planty wśród bawiących się dzieci. Zdarzenie zarejestrowała kamera.
Lisy grasują w Elblągu. Ostatnio pojawiły się wśród dzieci [WIDEO]

Autor: Kadr z filmu/Straż Miejska w Elblągu

Straż Miejska we współpracy z lekarzem weterynarii Maciejem Makułą rotacyjnie rozstawia na terenie miasta klatki i prosi, aby ich nie dewastować, apel został wystosowany przez strażników nie bez powodu. Latem ktoś zniszczył - uszkodził żywołapkę, dzięki której lisy (i nie tylko) są odławiane i wywożone w bezpieczne środowisko.

[WIDEO- Straż Miejska]

O lisach, które coraz częściej pojawiają się w mieście, rozmawiamy z lekarzem weterynarii Maciejem Makułą.

"Lisy na terenie miasta pojawiają się od lat. W każdej porze roku można spotkać lisa na osiedlach zwłaszcza tych peryferyjnych. Zresztą nie tylko lisy pojawiają, czy pojawiały się w mieście. Spotykane są też borsuki, jenoty, kuny, tchórzofretki, łasice, sarny i łosie. Przed epidemią ASF częstymi bywalcami w mieście były też dziki i sądzę, że po odbudowaniu populacji znowu temat dzików w mieście powróci. Ale wracając do lisów nie jest to żadna inwazja, ale pojedyncze miejsca pojawiania się ich w mieście, a jedynie ten filmik z młodym liskiem w Parku Planty spowodował to wzmożone zainteresowanie sprawą" - mówi nam Maciej Makuła, lekarz weterynarii.

Dlaczego dzikie zwierzęta coraz częściej zbliżają się do człowieka?

"Przyczyn wchodzenia lisów jak i innych dzikich zwierząt jest wiele. Począwszy od wchodzenia człowieka w ich naturalne siedliska, a wraz z rozwojem miasta zwiększoną wycinką w okalających miasto lasach, a jest to dobrze widoczne i temat dotyczy całego kraju. Warunki zimowe też predysponują do tego, że zwierzęta śmielej wchodzą do miasta w poszukiwaniu pożywienia i je tam znajdują, głównie przy śmietnikach. W mieście funkcjonuje wiele punktów dokarmiania dzikich kotów, które w głowie dzikich zwierząt układają się w plan "potencjalnych stołówek" - dla przykładu swego czasu próbując odłowić lisa w okolicy ulic Kościuszki, Sienkiewicza, Orzeszkowej  znalazłem około 10 punktów dokarmiania kotów wraz z rozwiniętą "bazą noclegową", czyli były tam też postawione domki drewniane dla kotów z wyściółką i zasłonami w oknach, z których to domków lisy chętnie korzystają na przestrzeni czasu. Od kiedy zajmuję się problemami występowania dzikich zwierząt w mieście, to czasami zdarzy się lis raz na miesiąc, czasami miesiącami "nie widać" żadnego, czasami dochodzi do pojawienia się takiego zwierzęcia w trakcie migracji, jak w przypadku rysia widzianego w okolicach Łodzi" - tłumaczy Maciej Makuła, lekarz weterynarii.

Czy powinniśmy się bać?

"Lis jak i każde inne dzikie zwierzę może stanowić zagrożenie dla człowieka, ale jak było widać na filmiku, ten lisek bardziej był zainteresowany zabawą i co ciekawe czuł się pewnie na tym terenie, co jednak nie powinno zachęcać człowieka do prób głaskania czy jakiegokolwiek wchodzenia z lisem w interakcje, gdyż jest to dalej dzikie zwierzę i kiedy uzna, że jest zagrożone , w pierwszej kolejności ucieka, ale pozbawione tej możliwości-  zawsze zaatakuje" - mówi Maciej Makuła, lekarz weterynarii.

"Pogryzienie przez takiego liska może nie jest zbyt bolesne (przynajmniej dla osoby dorosłej), ale wiąże się potem z pewnymi procedurami: szczepienie p/ko tężcowi jak i p/ko wściekliźnie. Ogólnie status epizootyczny takich zwierząt nie jest znany, więc jeśli chodzi o choroby odzwierzęce, możemy spodziewać się wszystkiego, począwszy powikłań rany bakteriami poprzez zakażenia grzybicze, pasożytnicze. Nawet przy minimalnym kontakcie może dojść do pasażu drobnoustrojów na człowieka, czy zwierzęcia domowego typu pies, kot. Również kontakt z wydzielinami i wydalinami zwierzęcia dzikiego niesie ryzyko, a co do wścieklizny, to nie ma doniesień o występowaniu ognisk tej choroby na naszym terenie" - dodaje Maciej Makuła, lekarz weterynarii.

Łukasz Nosaarzewski


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

KATecheta 07.12.2023 06:18
Jak na zdjęciu to jakiś Pershing

Tubylec 06.12.2023 16:11
Oby sie jakis nadgorliwy "lowczy" nie znalaz.....

are12 06.12.2023 14:10
W latach 70,80 były lisy tez i sie jezdzilo a teraz wiatr powieje z innej strony to juz afera.To wyprowadzcie sie na pustynie i tam nie ma

Reklama