Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Wielkie emocje w finale. Polka rzuciła wyzwanie faworytce

Jeszcze trzy tygodnie temu musiała przebijać się przez kwalifikacje. Dziś o Mai Chwalińskiej mówi cały tenisowy świat. 24-letnia Polka dotarła do finału Roland Garros, pokonując po drodze wielkie nazwiska światowego tenisa. Choć w walce o tytuł lepsza okazała się Mirra Andriejewa, występ Chwalińskiej w Paryżu może okazać się początkiem czegoś naprawdę wielkiego.
Wielkie emocje w finale. Polka rzuciła wyzwanie faworytce

Polka rozpoczęła turniej jako 114. rakieta świata i musiała przebijać się przez kwalifikacje. Mało kto przypuszczał, że kilka tygodni później wyjdzie na legendarny kort Philippe'a Chatriera, by walczyć o jeden z najcenniejszych tytułów w światowym tenisie.

Droga do finału była imponująca. Chwalińska spędziła w Paryżu trzy tygodnie i rozegrała aż dziewięć meczów. Po drodze eliminowała zawodniczki z najwyższej półki, w tym Marię Sakkari, Qinwen Zheng oraz Dianę Sznajder. Każde kolejne zwycięstwo zwiększało skalę sensacji, a polska tenisistka stawała się jedną z największych bohaterek turnieju.

W finale czekało ją jednak najtrudniejsze wyzwanie. Po drugiej stronie siatki stanęła Mirra Andriejewa – ósma tenisistka świata, srebrna medalistka igrzysk olimpijskich w Paryżu w grze podwójnej i jedna z największych gwiazd młodego pokolenia.

Początek spotkania pokazał, że Polka nie zamierza oddać meczu bez walki. Mimo przełamania na otwarcie szybko odpowiedziała przełamaniem powrotnym. Obie zawodniczki długo toczyły wyrównaną walkę, a Chwalińska momentami zachwycała odważnymi skrótami, świetną grą przy siatce i skuteczną defensywą. Przy stanie 3:3 wydawało się, że pierwszy set może pójść w każdą stronę.

Końcówka partii należała jednak do Rosjanki. Andriejewa wykorzystała swoje doświadczenie, lepiej radziła sobie w trudnych warunkach wietrznych i wygrała pierwszego seta 6:3.

Druga odsłona rozpoczęła się jeszcze lepiej dla faworytki. Rosjanka błyskawicznie zbudowała przewagę 5:0 i wydawało się, że finał zmierza do szybkiego zakończenia. Chwalińska po raz kolejny pokazała jednak charakter. Wygrała dwa gemy z rzędu, przełamała rywalkę i udowodniła, że nawet w najtrudniejszym momencie nie zamierza składać broni.

Ostatecznie Mirra Andriejewa przypieczętowała zwycięstwo wynikiem 6:3, 6:2 i sięgnęła po tytuł. To jednak nie wynik finału będzie najczęściej wspominany po tym turnieju przez polskich kibiców.

Maja Chwalińska przegrała najważniejszy mecz w swojej dotychczasowej karierze, ale jednocześnie wygrała coś znacznie cenniejszego. Zdobyła uznanie ekspertów, szacunek kibiców i pokazała, że może na stałe zadomowić się w światowej czołówce. 

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama